I ten kończący się dzień
Jest dowodem na to,że czas
niszczy całą naszą wiarę,
Wiedząc,że wiara jest jedynym
co mam w sobie.
[ Trading Yesterday - Shattered ]
W ciemną noc trójka nastolatków wpadła w poważne kłopoty. W jednej z uliczek zaatakował ich demon. A żeby to jeden...
- Izabel, za tobą! - krzyknął najstarszy z ich grupki.
Czarnowłosa odskoczyła przywierając plecami do ściany, gdy glutowate pnącze przecięło powietrze, w miejscu w którym stała zaledwie pół minuty temu.
- Dlaczego zawsze my musimy wpadać w kłopoty?
Autor tych słów nie wiedział co ze sobą zrobić. Blondyn - Sebastian, nie potrafił jeszcze zbytnio bronić się w takich sytuacjach. Zawsze kazano mu uciekać. Przynajmniej dopóki nie nauczy się walczyć, a przynajmniej korzystać z mocy danej mu przez anioła. Wycofał się więc w bezpieczne miejsce. Jego o dwa lata starszy brat Dawid i o rok lata starsza siostra Izabela byli wyszkoleni przynajmniej w minimalnym stopniu. Wiedzieli tyle co nauczyli się na własnych błędach lub podpatrzeli u innych. Teraz mieli poważny problem i brak nawet chwili na ucieczkę. Na ich nieszczęście, był to jeden z silniejszych demonów i dwa pomniejsze.
- Cholera jasna!
W dłoni Dawida zmaterializowały się dwa czarne jak smoła miecze,którymi wymachiwał dziko, doskakując do monstrum. Udało mu się zranić go, a nawet odciąć parę pnączy. Próbował odskoczyć, jednak jedno z nich zacisnęło się na jego klatce piersiowej, uniosło i cisnęło o ścianę. Spadł bezwładnie na ziemię z wysokości metra. Miecze zalśniły i zmieniły się w czarny proch o odcieniu tak głębokim jak włosy siedemnastolatka Rodzeństwo krzyknęło jego imię. Dziewczyna rzuciła się do nieprzytomnego. Młodszy oślepiającą iskrą zmusił stwory do cofnięcia się. Tylko tyle dał radę z siebie wykrzesać.
- D-Daw. - Izabela padła na kolana, chcąc sprawdzić puls.
Żył. Odwróciła twarz do demona. Jego wielkie cielsko zaczęło nad nimi górować. Zazwyczaj potrafiła przyzwać moc, ale teraz... zblokowało ją. Nie mogła jej użyć. Nie mogła uciec. Nie mogła walczyć. Nic nie mogła. Nic. Teraz czeka ich śmierć. Zawsze chciała zginąć w walce, ale nie w taki sposób. Stwór zaatakował. Uniosła rękę, zamknęła oczy. Czekała na koniec. Drgnęła gdy usłyszała salwę strzałów. Chwila. Strzałów?! Otworzyła oczy, spojrzała na Sebastiana,który z szeroko otwartymi oczami patrzył na "pole walki". Podążyła za jego wzrokiem i co ujrzała?
- Wow. - wydusił młodszy.
- Egzorcyści.- wyszeptała.
Było ich dwóch. Z jednego powodu rzucali się w oczy. Byli młodzi. Przerażająco młodzi. Wiek gdzieś miedzy czternastym, a szesnastym rokiem życia.
Ktoś złapał jej łokieć, spojrzała w dół. Dawid już się obudził.
- Uciekamy. - powiedział krzywiąc się z bólu widocznego w jego oczach. Wcześniej złotych, teraz z przebłyskami czerwieni.
Wiedziała dlaczego muszą się ewakuować. Mają wspólny cel, ale gdy dowiedzą się o nich nie będą dla nich lepsi od demonów. No może nie licząc Seby. Zarzuciła dwa plecak na plecy ( swój i brata), Seb miał własny. Pomogła wstać rannemu i zaczęli biec. Jasne niebieskie oczy zza okularów niestety zarejestrowały ten moment. Oddał ostatni strzał, nim miecz o błękitnych płomieniach zniszczył demona.
- Rin, za nimi!
Chłopak schował katanę do pochwy i zaczął biec w podanym kierunku. Drugi z egzorcystów, miał zamiar zajść ich z drugiej strony. Oni znali rozkład miasta nie to co trójka polaków, niewiedząca gdzie skręcić, by nie trafić w kozi róg.
- Szlag by to. Z deszczu pod rynnę. - wysapała dziewczyna.
To ona postanowiła naprowadzać ich w gąszczu uliczek. Słyszeli stukot za nimi, wiedzieli, że chcą ich dorwać. Skręciła w prawo i zatrzymała się tak gwałtownie, że bracia na nią wpadli. Zatrzymała ich rękami. Przed nimi stał ten sam okularnik w długim płaszczu. Za nimi pojawił się drugi w mundurku, z kataną schowaną w czerwonym pokrowcu. Byli w potrzasku. Nie zamierzali się jednak poddać. W dłoniach czarnowłosego zmaterializowały miecze. Rzucił jeden Izabeli, zauważył jej bezbronność. Stanęli do siebie plecami. Widząc to egzorcyści, również wyciągnęli broń. Jeden już nawet w nich celował.
- Czekajcie! - Powstrzymał ich blondyn. Uwaga wszystkich skupiła się na nim. - Dawid. Iza.
Westchnęli męczeńsko. Dobrze wiedzieli o co chodzi Sebastianowi. Spojrzeli niepewnie to na siebie, to na "niebezpieczeństwo".
- No... Dobra.
Mroczne ostrza rozpadły się w pył. Dziewczyna roztrzepała czarny piach z dłoni i uniosła ręce do góry tak samo zrobili pozostali. Podeszli do drugiej ściany, jak najdalej od tamtej dwójki. Jeden z nich zapytał o coś we własnym języku, poważnym tonem.
-E... łączność Izzy. Łączność.
Czarnowłosa parsknęła, ale odnowiła łączność między całą trójką. Poczuła mroczną moc Dawida i świetlistą Seby. Oni zaś poczuli przypływ mieszanej energii Izabeli.
- Yukio, nie chcę cię martwić, ale oni nas chyba nie rozumieją.
Powiedział ten drugi do okularnika.
- Em... Powtórz. - poprosił niepewnie złotooki.
Chłopak, zwany Yukio dobrodusznie powtórzył pytanie.
- Kim jesteście?
Teraz zrozumieli wszyscy.
- Ja jestem Dawid, to moja siostra Izabela i brat Sebastian. Nightshade. Z Polski. Mógłbyś teraz opuścić broń?
- Czym jesteście?
Rodzeństwo poczuło napięcie i pewnego rodzaju strach. Tym razem z oczami wbitymi gdzieś nad ramieniem strzelca odpowiedział blondyn.
- Czy musimy gadać o tym w tym miejscu? Jesteśmy Obdarzonymi. Nie potrafimy jednak jeszcze nad tym panować. - wyjaśnił krzywiąc się i oglądając swoje dłonie.
Yukio nawet nie drgnął, zaś drugi, którego nie zdąrzyli poznać wyglądał jakby nie rozumiał.
- Obdarzeńcy?
Chwila zastanowienia.
- Muszę zadzwonić do Mephisto. Pilnuj ich Rin.
Schował pistolet, na co poczuli niewyobrażalną ulgę, jednak niepokój nie do końca ich opuścił. Odszedł kawałek, by nie słyszeli rozmowy, ale wciąż obserwował.
- A wy to? - odważyła się Izabela.
- Rin i Yukio Okumura.
- Bracia?
Skinął głową.
-Bliźniacy.
Powtórzyła gest. Po kilku minutach przyszedł okularnik.
- Idziecie z nami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz