niedziela, 13 grudnia 2015

2.3 Ucz się na błędach i zwycięstwach.

- Może byście pomogli? - jęknęłam błagalnie.
- My? - zapytał Rin
No teraz to mnie zirytował.
- Nie, kuźwa krasnoludki. A widzisz w tym pomieszczeniu innych podpierających ściany?
Zrobiłam unik dosłownie w ostatniej chwili. Przeleciało tuż przy moim uchu. Dawid też ledwie sobie radził. Sebastian nigdy nie był delikatny, zawsze dawał z siebie wszystko.
- No chodźcie! Potrzebujemy wsparcia.
Blondyn był bezlitosny, do tego się chamsko śmiał.
- Yukio, możesz nawet strzelać, nic mi przecież nie zrobisz. A ty Rin dawaj, tak się chwaliłeś umiejętnościami, a teraz co?
Musiałam zrobić obrót i odbić kilka skrzydłami. Przekonaliśmy tego drugiego Okumurę. Zaczął odbijać je swoją schowaną kataną.
- Dzięki. Spróbuję się jakoś zbliżyć.
Wystrzeliłam w górę... Usłyszałam huk. Spojrzałam w dół. Jednak pierwszy też się zdecydował. Zastąpił mnie. Zaatakowałam na bombę. Mimo tylu przeciwników braciszek, dawał sobie radę. Wiedział że zagrożenie ataku, głównie ode mnie i Dawida. Rin i Yukio mieli minimalizować ilość. Strzelał czymś co się dzieliło na części. Brązowowłosy mnie ochraniał. Niszczył cele na mojej drodze bym miała łatwy dostęp. Wpadłam na brata, wybijając kuszę i obezwładniając.
- Wygraliśmy.
- Ale dopiero czworo na jednego. To było nie fair.
Uśmiechnęłam się. Popukałam go w czoło.
- Z tej lekcji trzeba wynieść, że nie wolno działać samemu. Gdybyś był w grupie nawet z Yukio, który jak widać jest strzelcem, mielibyśmy mniejsze szanse. Ucz się na błędach oraz zwycięstwach.
Puściłam go i zmierzwiłam włosy.
- Dosyć tego dobrego. Jutro do szkoły. Musimy nadrobić cztery miesiące. Kilka sprawdzianów, egzamin i się unormuje.
Wróciliśmy do naturalnych postaci. Znaczenia, skrzydła i błyski w oczach zniknęły.
- Aż tak zamierzasz zakuwać? - zapytał Dawid.
Nie byłam totalnym leniwcem, lubiłam porządek, przynajmniej taki w miarę. Czyli musiałam coś robić.  Lecz już dawno spostrzegłam, że nie ma sensu się starać. Na chama nic się nie nauczę. Gdy coś mnie interesuje, samo wejdzie do głowy. A szczególnie zainteresowałam się dwoma przedmiotami, które wydawały się przydatne w przyszłości. Spojrzałam na Yukio.
- W sobotę zamierzam pisać testy z zielarstwa i demonologi. Jeśli pozwolisz. Z pierwszych działów.
Chłopak uśmiechną się, co uznałam za potwierdzenie.
- Dobrze.
Bastian westchnął z rezygnacją.
- Chodźmy. Jak ty piszesz to i my za jednym zamachem.
Opuściliśmy sale, którą profesor zamknął drzwi. Ruszyliśmy na zewnątrz. Miałam dość. Byłam zmęczona. Fizycznie i energetycznie. Miałam ochotę wziąć długaśną kąpiel, a później rozejrzeć się po okolicy. Ale to później, znaczyłoby w dalekiej przyszłości, gdzie nie sięga horyzont mojego umysłu. Moje marzenie jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Tarzanie się po betonie poskutkuje zakwasami. Chyba. Czy my w ogóle możemy mieć zakwasy? Nie dowiesz się jak nie poczujesz. Trening bez pierwszej krwi, to nie trening. Przynajmniej ja tak uważam. Bo trzeba być przygotowanym, wytrzymałym i mieć wysoki próg bólu. By nie zemdleć przy pierwszym uderzeniu. Zacisnęłam pięści i rozluźniłam. Powtórzyłam to trzy razy. Usłyszałam lekki śmiech. Mój wzrok powędrował na lewo. Z rany na ramieniu złotookiego wykwitła róża z krwi. Poczułam szczypanie na udzie. Miałam krótkie spodenki, ale dopiero teraz zauważyłam podłużne rozcięcie długości jakichś ponad dwudziestu centymetrów. Bosko. Do jutra wieczór powinno być w porządku. Nie była specjalnie głęboka. To akurat po ilości krwi zgadywałam, że centymetr, może dwa. Spojrzałam na godzinę w telefonie.
- O Boże tak długo? Nie wierzę! - pokręciłam głową. - Daw, nie masz czasem szmatki jakiejś? Albo czegoś takiego?
Zapytałam, patrząc na ciecz. Dużo czerwonej cieczy. Odetchnął, złapał skraj koszuli o oderwał spory kawałek, mocnym szarpnięciem.
- Masz i tak jest do wyrzucenia.
Yukio odwrócił się z miną typu "Coś się stało?". Zatrzymałam się i zaczęłam robić prowizoryczny opatrunek. Gdy to zauważył myślałam, że skomentuje, ale tylko oznajmił żebyśmy szli za nim. Zaprowadził nas do czegoś jak skrzydło szpitalne. Białe ściany, zapach środka dezynfekującego. Ledwo widocznie się wzdrygnęłam. Nie cierpiałam takich miejsc. Źle mi się kojarzyły, od śmierci matki.  Kazał nam usiąść, a sam wyciągnął apteczkę. Mimo moich protestów, obmył ranę, oczyścił i dokładnie zabandażował. Znał się na tym co robił i było to widać. Nawet się nie skrzywiłam. Tak samo postąpił z moim bratem.
- Dziękuję.
Odruchowe "Nie ma za co", złożył apteczkę i odłożył na miejsce. Przy okazyjnie dowiedziałam się że Yukio jest nie tylko Dragonem, ale i Doktorem. Nawet taki szczególik, że zawsze chciał nim być. Zaciekawiło mnie to. Czy ten chłopak zawsze ma określony cel? Jego bliźniak nie był taki zorganizowany. Pewnie jeśli miał jakieś plany to runęły gdy dowiedział się czym jest. Ta klątwa zawsze chce ofiar. Naszła mnie myśl czy ja jestem w czymś dobra? Każdy podobno ma smykałkę do czegoś... Ale ja? Parkour? Freerun? To będzie przydatne tylko mi. A dać coś dla kogoś? Uwielbiałam fotografować i pisać... Zatrzymywanie wspomnień. Zastępczy język.  Piszę, bo lubię, zamykać się w swoim świecie.
- A co z waszymi rodzicami? - zapytał nagle okularnik, przerywając moje rozmyślenia.
Spuściłam wzrok, jak reszta mojej rodziny. Jedyna jaka mi pozostała. Wzięłam drżący oddech.
- Izzy jeśli nie chcesz... - zaczął Sebastian.
Machnęłam na niego ręką.
- To może od razu wszystko, tak będzie najlepiej.
 I zaczęłam opowiadać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz