Stanęliśmy przodem do braci Okumura pokazując swoje drugie oblicza. Najstarszy z braci patrzył spod oczu z miną zimnokrwistego mordercy, bawiąc się ostrzem. Młodszy wyglądał jak nieustraszony anioł, który przyszedł wymierzyć boską sprawiedliwość, celując łukiem w ziemię. Ja po prostu patrzyłam na wszystko z wrednym uśmieszkiem, choć w oczach błyskały iskierki ciekawości. Jakbym tylko czekała na kogoś to ośmieli mi się przeciwstawić. Rinowi opadła szczęka, a Yukio wyglądał jakby dopiero zdał sobie sprawę na jakie niebezpieczeństwo naraził innych Mephisto.
- Teraz już wiecie dlaczego chcą nas wyeliminować. Obdarzeńcy są jak eksperymenty. - zaczął Dawid. - A dar wybierany jest pod charakter. Im gorszy tym bardziej demoniczny. Dary odkrywają to jakim jest się naprawdę. Każdy czyn, każda myśl, każde pragnienie... Wtedy naprawdę odkrywa się siebie.
Wyrzuciłam ręce w górę.
- Och dajcie spokój. Ja chcę się wyszaleć, a nie gadać! Na wyjaśnienia przyjdzie czas! Obstawiam tarczę strzelniczą... Albo nie... Dawid co na małą potyczkę?
Zrobiłam kilka wypadów i pchnięć, dla rozgrzewki. Zaśmiał się.
- Zawsze i wszędzie, siostrzyczko.
Sebastian zaczął trenować łucznictwo. Rin gdy wreszcie pozbierał swoją szczękę z podłogi, wraz z Yukio udał się pod ścianę w strategiczne miejsce, by mieć nas na oku. Po rozgrzewce, stanęliśmy naprzeciw siebie w bojowej pozycji. Pełne skupienie. Przeciwnik skinął na mnie ręką, kusząc, dając pole do popisu. Niech mu będzie. Zdawałam sobie sprawę jak bardzo walka będzie wyrównana. Znaliśmy swój styl, jednak nie chcieliśmy wyjść z wprawy. Zamachnęłam się krzyżując nasze miecze. To był dopiero początek. Zaczęłam powoli się rozkręcać i wpadać w wir walki. Wyłączyłam myślenie czy uczucia, po prostu działałam. Był tylko instynkt, prowadzący mój miecz do zwycięstwa. Z wielką starannością i prędkością wymienialiśmy uderzenia. Z boku mogłoby to się wydawać rozmazaną plamą. W końcu przez to co się stało rok i trzy miesiące temu nie mogliśmy się zaliczać do ludzi. Już nie. Starałam się iść do przodu, choć nie było to łatwe. Jego siłę starałam się jakoś nadrobić. W końcu musiałam. Czasem to on kierował, czasem ja. Zablokował kolejny cios i wymierzył atak. Zrobiłam unik. Zniżyłam się do podłoża, chcąc podciąć mu nogi. Podskoczył do góry i wymierzył mi kopniaka w ramię, aż się przeturlałam. Zawarczałam, w sumie nie wiem nawet kiedy porzuciłam miecz dla walki wręcz. Skoczyłam i kopnęłam go w ramach zemsty w pierś. Wylądował plecami boleśnie na posadzce. Specjalnie wylądowałam na nim, wybijając całe powietrze z płuc.
- Powinnam połamać ci to i owo lub zaatakować pazurami. Wygrałam.
- Wcale nie i dobrze o tym wiesz.
Złapał mnie za nogę i szarpną, co spowodowało brak równowagi. Gdy upadałam złapał mnie za bluzę i przewrócił. Unieruchomił ręce, próbował nogi co mu się nie udało, gdyż je podkuliłam i mocno odepchnęłam. Zerwałam się migiem. Zaatakowałam prawym sierpowym, a gdy zrobił unik, rzuciłam się na niego i znowu przewróciłam. Wykręciłam ręce do tyłu tak jak on, przycisnęłam głowę do ziemi i wbiłam kolano w plecy by poprawić chwyt. Zblokowałam również nogi. Puściłam go i wstałam.
- Nigdy nie popełniaj tego błędu.
Powiedziałam poprawiając koński ogon, trochę się zmęczyłam.
- Jakiego?
Zapytał podnosząc się z podłogi.
- Nie dawaj mi forów, to raz. A dwa. Był moment, że gdy był nie mogła się uwolnić, to wystarczyło nadepnąć na ogonek i by zabolało. Zelżałby ucisk na rękach i mogłabym się uwolnić.
Podeszłam bliżej tarczy strzelniczej, przy której jeszcze "ktoś" ćwiczył. Znamy tego ktosia...
- To co blondasku? Dwoje na jednego?
Sebastian gwałtownie się odwrócił i wystrzelił dwie strzały w naszą stronę. Odskoczyliśmy jak oparzeni, wiedzieliśmy czym to grozi. Mieliśmy rację. Wybuchły w miejscach w których powinny być nasze głowy.
- Jesteś okrutny braciszku. - stwierdziłam. - Nie tak cię wychowałam.
On się tylko uśmiechnął.
- A ty wredna. Dobra, dobra. Pokażcie na co was stać wilczki.
Dawid się uśmiechnął. Zaszczekał ni czym pies.
- Uważaj, te wilczki gryzą. Mają wściekliznę.
To było jak znak. Zaczął z zawrotną prędkością wystrzeliwać strzały. Naszym zadaniem było je minąć lub zniszczyć. Wystrzelił jedną, a już leciała następna. Nie musiał sięgać do kołczanu. Nie miał go, tworzył je jedna za drugą. Po chwili zmienił broń na kuszę, a strzały zmieniły się w okrągłe pociski. Niszczyliśmy je za pomocą Mroku.
- Czas na kontratak!
Wykonałam obrót i wypuściłam kulę czarnego piachu. Podskoczył i wykopał ją jak zawodowy piłkarz, robiąc półobrót. Co cóż zawsze chciał nim zostać. Nie wiedziałam,że jest na tyle dobry. Znów zasypał nas całą salwą. Cholera, dobry był. Piekielnie dobry.
- Teraz już wiecie dlaczego chcą nas wyeliminować. Obdarzeńcy są jak eksperymenty. - zaczął Dawid. - A dar wybierany jest pod charakter. Im gorszy tym bardziej demoniczny. Dary odkrywają to jakim jest się naprawdę. Każdy czyn, każda myśl, każde pragnienie... Wtedy naprawdę odkrywa się siebie.
Wyrzuciłam ręce w górę.
- Och dajcie spokój. Ja chcę się wyszaleć, a nie gadać! Na wyjaśnienia przyjdzie czas! Obstawiam tarczę strzelniczą... Albo nie... Dawid co na małą potyczkę?
Zrobiłam kilka wypadów i pchnięć, dla rozgrzewki. Zaśmiał się.
- Zawsze i wszędzie, siostrzyczko.
Sebastian zaczął trenować łucznictwo. Rin gdy wreszcie pozbierał swoją szczękę z podłogi, wraz z Yukio udał się pod ścianę w strategiczne miejsce, by mieć nas na oku. Po rozgrzewce, stanęliśmy naprzeciw siebie w bojowej pozycji. Pełne skupienie. Przeciwnik skinął na mnie ręką, kusząc, dając pole do popisu. Niech mu będzie. Zdawałam sobie sprawę jak bardzo walka będzie wyrównana. Znaliśmy swój styl, jednak nie chcieliśmy wyjść z wprawy. Zamachnęłam się krzyżując nasze miecze. To był dopiero początek. Zaczęłam powoli się rozkręcać i wpadać w wir walki. Wyłączyłam myślenie czy uczucia, po prostu działałam. Był tylko instynkt, prowadzący mój miecz do zwycięstwa. Z wielką starannością i prędkością wymienialiśmy uderzenia. Z boku mogłoby to się wydawać rozmazaną plamą. W końcu przez to co się stało rok i trzy miesiące temu nie mogliśmy się zaliczać do ludzi. Już nie. Starałam się iść do przodu, choć nie było to łatwe. Jego siłę starałam się jakoś nadrobić. W końcu musiałam. Czasem to on kierował, czasem ja. Zablokował kolejny cios i wymierzył atak. Zrobiłam unik. Zniżyłam się do podłoża, chcąc podciąć mu nogi. Podskoczył do góry i wymierzył mi kopniaka w ramię, aż się przeturlałam. Zawarczałam, w sumie nie wiem nawet kiedy porzuciłam miecz dla walki wręcz. Skoczyłam i kopnęłam go w ramach zemsty w pierś. Wylądował plecami boleśnie na posadzce. Specjalnie wylądowałam na nim, wybijając całe powietrze z płuc.
- Powinnam połamać ci to i owo lub zaatakować pazurami. Wygrałam.
- Wcale nie i dobrze o tym wiesz.
Złapał mnie za nogę i szarpną, co spowodowało brak równowagi. Gdy upadałam złapał mnie za bluzę i przewrócił. Unieruchomił ręce, próbował nogi co mu się nie udało, gdyż je podkuliłam i mocno odepchnęłam. Zerwałam się migiem. Zaatakowałam prawym sierpowym, a gdy zrobił unik, rzuciłam się na niego i znowu przewróciłam. Wykręciłam ręce do tyłu tak jak on, przycisnęłam głowę do ziemi i wbiłam kolano w plecy by poprawić chwyt. Zblokowałam również nogi. Puściłam go i wstałam.
- Nigdy nie popełniaj tego błędu.
Powiedziałam poprawiając koński ogon, trochę się zmęczyłam.
- Jakiego?
Zapytał podnosząc się z podłogi.
- Nie dawaj mi forów, to raz. A dwa. Był moment, że gdy był nie mogła się uwolnić, to wystarczyło nadepnąć na ogonek i by zabolało. Zelżałby ucisk na rękach i mogłabym się uwolnić.
Podeszłam bliżej tarczy strzelniczej, przy której jeszcze "ktoś" ćwiczył. Znamy tego ktosia...
- To co blondasku? Dwoje na jednego?
Sebastian gwałtownie się odwrócił i wystrzelił dwie strzały w naszą stronę. Odskoczyliśmy jak oparzeni, wiedzieliśmy czym to grozi. Mieliśmy rację. Wybuchły w miejscach w których powinny być nasze głowy.
- Jesteś okrutny braciszku. - stwierdziłam. - Nie tak cię wychowałam.
On się tylko uśmiechnął.
- A ty wredna. Dobra, dobra. Pokażcie na co was stać wilczki.
Dawid się uśmiechnął. Zaszczekał ni czym pies.
- Uważaj, te wilczki gryzą. Mają wściekliznę.
To było jak znak. Zaczął z zawrotną prędkością wystrzeliwać strzały. Naszym zadaniem było je minąć lub zniszczyć. Wystrzelił jedną, a już leciała następna. Nie musiał sięgać do kołczanu. Nie miał go, tworzył je jedna za drugą. Po chwili zmienił broń na kuszę, a strzały zmieniły się w okrągłe pociski. Niszczyliśmy je za pomocą Mroku.
- Czas na kontratak!
Wykonałam obrót i wypuściłam kulę czarnego piachu. Podskoczył i wykopał ją jak zawodowy piłkarz, robiąc półobrót. Co cóż zawsze chciał nim zostać. Nie wiedziałam,że jest na tyle dobry. Znów zasypał nas całą salwą. Cholera, dobry był. Piekielnie dobry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz