Chcę ukryć prawdę,
Chcę Cię schronić
Ale z bestią w środku
Nie mamy gdzie się ukryć.
[ Imagine Dragons - Demons ]
__Izabela__
Oddałam jeden z plecaków braciszkowi. Nie będę jego szmat targać. Droga - dokądkolwiek ona prowadziła - nie była długa. Tylko jakieś cztery, no może pięć kilometrów. Znaleźliśmy się pod ogromnym budynkiem. Robił wrażenie. Akademia Prawdziwego Krzyża i cała reszta jej obszaru.
- No,no wygląda ciekawie. Gdzie nas prowadzicie?
- Do dyrektora. Mephisto Phelesa.
Obojętnie. I tak nie znałam tego nazwiska. Do tego kraju zawędrowaliśmy przypadkiem, wolałabym zatrzymać się gdzieś w Europie lub Ameryce zamiast trafić tutaj, ale jak mus to mus. Nowo poznani prowadzili nas nie wiadomo gdzie, ale zamiast próbować zapamiętać drogę, błądziłam we własnych myślach. Co zrobią z Obdarzonymi? Podobno rzadko spotkać osobę, które dostały dar, a nas jest cała trójka! Dodatkowo z silną więzią. Nie tylko krwi. Byłam łącznikiem. Co jeśli stwierdzą, że stanowimy zagrożenie? Nikt tego nie wie. Ale przecież... Nie! Dość gdybania! Zobaczymy. Nie pozwolę by coś im się stało, nawet za cenę własnego życia.
Z nową determinacją wkroczyłam do pokoju dyrektora. No cóż... Nie tego się spodziewałam. Fioletowo-włosy facet w kapeluszu, o zielonych oczach. Jego strój był dziwny, bo jaki facet chodzi w bieli, różu i fiolecie? I wszystko w tym pokoju było takie... Słodkie? Parasolka z gałkami lodów? Miałam wrażenie męskiej wersji czarownicy z domku z piernika. Pedał? A miałam być tolerancyjna... Szczerze? To teraz moją tolerancję trafił szlag. Bracia Okumura stali po jednej stronie pokoju, my po drugiej. W pewnym oddaleniu od stojącego biurka.
- Witam. Ah, to pewnie wy jesteście tymi, jak twierdzicie Obdarzonymi. Od wieków nie było nawet jednego. A tu nagle, aż troje...
Wstał i chciał podejść do nas bliżej jednak, oczy całej naszej trójki zmieniły barwę na ciemny granat. Niemal zlewały się z źrenicą.
- Nie radzę. - powiedział niskim i groźnym tonem Dawid.
Najwidoczniej nie tylko mi nie podobał się ten uśmiech, wzrok i postawa. Lekka. Nie powinni się dziwić, że jesteśmy nieufni. Tyle, że moje i Seby tęczówki po półtorej minuty wróciły do poprzedniego stanu, a Dawida. No cóż. Nie.
- Spokojnie Yukio. - Powiedział dyrektor. - Nic nie zrobią.
Dopiero teraz spojrzałam na tamtą dwójkę. Okularnik sięgał już do pistoletu.
- Skąd ta pewność? - Dawid nie zmienił tonu głosu, ba nawet pokazał wysunięte kły.
Nadawało to mu dzikości i otaczało mrokiem, ale nie polepszało naszej sytuacji.
- Dość! - strzeliłam go po łbie. - Ogarnij się!
- Ej! - Sapnął z pretensją. - Za co?
Jego oczy wróciły do normalnego złotego stanu, gdy na mnie spojrzał. Również głos był normalny. Skrzyżowałam ręce na piersi.
- Za chęć do życia i miłość do ojczyzny. Głównie za to pierwsze.
- Ps.: Schowaj kły, matole. - wtrącił się jakby znudzony jego zachowaniem Sebastian.
Dawid spojrzał na niego zaskoczony, ale po chwili przewrócił oczami, jego twarz przybrała wyraz... w zasadzie to była bez wyrazu, wsadził ręce do kieszeni. Mephisto obserwował to z nie lada rozbawieniem.
- Jesteście powiązani.
Znieruchomieliśmy. On nie miał prawa tego wiedzieć.
- Jesteśmy rodzeństwem. To normalne. A tak przechodząc do setna sprawy...- Zaczął Seba.
- Co zamierzasz z nami zrobić? - Dokończyłam.
Mephisto nadal uśmiechał się irytująco.
- Właśnie się zastanawiałem czy was zabić czy też oszczędzić i poczekać na rozwój sytuacji.
Zapadła grobowa cisza. W sumie to czekaliśmy na wyrok. Powiedzmy szczerze, dobrze, że od razu nie zgłosił nas do przełożonych nad nim. Wtedy mogliby gnić w lochach, albo i gorzej. Sekundy przemijały cholernie wolno,zawsze gdy na coś się oczekuje. W końcu dyrektor przemówił.
- Możecie żyć pod kilkoma warunkami. - skupiliśmy całą swoją uwagę na nim. - Będziecie chodzić na zajęcia dla egzorcystów, musicie uważać na swoją tożsamość, a także na umiejętności. Zwróćcie uwagę na innych. Możecie używać zdolności tylko gdy jest to sytuacja zagrożenia życia. Nie możecie się nią bawić,ani popisywać. Będziecie odizolowani, zamieszkacie w akademiku braci Okumura. Będzie wam udostępniana sala, w której, będziecie mogli trenować swoje moce pod okiem, któregoś z nauczycieli. Opiekę nad wami powierzam Yukio, to on was znalazł i sprowadził.
Spojrzeliśmy na siebie, potem na "opiekuna", a na koniec na Mephisto, przytakując.
- Tu macie klucze. Pamiętajcie by ich nie zgubić. Nadadzą się do każdych drzwi i zawsze będą prowadzić na dodatkowe zajęcia.
Wyciągnął do nas rękę, na jego dłoni leżały trzy identyczne mosiężne klucze. Każde z nas wzięło po jednym. - Jeszcze jedno. Starajcie się nie sprawiać kłopotów.
Z tym ostatnim może być problem. Od razu odczepiłam łańcuszek ze złotą obrączką z szyi i powiesiłam tam jeszcze klucz.
- Ja nie szukam kłopotów, to one zwykle znajdują mnie. A skoro mnie to i tych imbecyli, na to nic nie mogę poradzić.
Rozłożyłam ręce w bezradnym geście. Inny sposób wymyślił Dawid. Jego klucz otoczyła czarna mgła i proch, dosłownie go pochłonęła i zniknęła. Sebastian, opanował podobną sztuczkę, a jednak inną. Jego klucz pochłonęło światło, zamieniło mosiądz w złocistą kuleczkę, która po chwili rozprysła się w iskrach. Już miałam wtrącić, że miało być bez popisywania się, ale wyprzedził mnie ktoś inny.
- Mrok - stwierdził dyrektor patrząc na starszego, później na młodszego - I światło z dozą elektryczności? Dar demona i anioła. Najwidoczniej nie pierwszych z brzegu. A ty? - Zapytał obarczając mnie spojrzeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz