niedziela, 13 grudnia 2015

4. Nie potrzebuje tych słów.

Pokaż mi jak to się kończy,
wszystko jest w porządku
Pokaż mi jak bezbronna naprawdę jesteś
Zadowolona i pusta w środku
W porządku, dajmy temu następną szansę.
[ Breaking Benjamin - So Cold ]


Nie odważyłam się podnieść wzroku, zawiesiłam je na oknie i czekałam. Palce zaciśnięte były na złotym pierścionku.
- Nigdy nie chciałaś mi powiedzieć co się stało z ojcem. Za każdym razem mnie zbywałaś. Nigdy nie mogłem pojąć dlaczego.
Uśmiechnęłam się blado. Biedny Bastian. Ukrywałam to przed nim przez te wszystkie lata.
- Nie wiem czy chciałam oszukać ciebie, czy też siebie, że takie zdarzenie nie miało miejsca. Ale również obiecałam że powiem ci to w szesnaste urodziny. Ominęłam tę datę, co było nieuczciwe. Przynajmniej teraz się wywiązałam.
Wstałam i ruszyłam do wyjścia. Chciałam w końcu doczekać się prysznica. Przy okazyjnie ścisnęłam zdrowe ramię "odzyskanego" czarnowłosego i przytuliłam młodszego.
- Przepraszam - wyszeptałam cichuteńko.
 Gdy w końcu go puściłam, młodszy Okumura chciał się odezwać, ale pokręciłam przecząco głową.
- Nie mów że ci przykro lub że współczujesz. Nie potrzebuję tych słów. Nie żyję przeszłością. Co prawda nigdy nie zapomnę tego co się stało, ale to uczyniło mnie to silniejszą. Do póki mam dla kogo żyć, nadal będę walczyć. Nie dla siebie, dla nich. W końcu tylko oni mi pozostali. Racja?
Bo są rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. Na mojej twarzy znów zagościł ten lekki uśmieszek. Rin milczał. Najwidoczniej nad czymś myślał. Yukio wyglądał na zaskoczonego. Sebastian jak i Dawid nieoczekiwali takiego wyznania nawet za tysiąc lat. Było to widać po ich zdumionych minach. W końcu się jednak uśmiechnęli. Kolejno wyszliśmy z tego okropnego miejsca. Ja pierwsza reszta za mną. Nikt nie odważył się odezwać. I w takiej ciszy, przerywanej jedynie odgłosami kroków, dotarliśmy do naszego akademika. W dzień wyglądał gorzej niż w nocy. Prawie jak rudera. Nie przeszkadzało mi to jednak. Zmarszczyłam nos i weszłam do środka. Od razu ruszam do swojego pokoju. Na drzwiach miałam przyczepioną kartkę z planem zajęć. Przyjrzałam się mu dokładnie i odłożyłam na biurko z kpiącą miną. Po ogarnięciu i przebraniu się, zobaczyłam Na łóżku zobaczyłam... mundurek. Matko jak ja nienawidzę spódniczek! Jeszcze różowych! Wydałam z siebie błagalny jęk. Nie zmuszą mnie bym to założyła! Aż tak potulna nie będę! Wyszłam trzaskając drzwiami. Ruszyłam na dół.  Akurat jedli obiad. Spojrzałam na profesora przyszpilając go spojrzeniem. Znieruchomiał, a po chwili wolno odwrócił głowę w moją stronę.
- Widziałam plan lekcji. Ale tego mundurka nie zdzierżę. Nie nałożę tej cholernej różowej spódniczki! Za krótka, nie cierpię różowego i w ogóle nie noszę takich rzeczy.
Złapałam z zamachem za swoją tacę i usiadłam na pierwszym lepszym miejscu z zaciętą miną. Przez chwilę przyglądałam się na danie. Spojrzałam na talerze innych i dopiero z wahaniem zaczęłam jeść.
- Ale ty wiesz, że nie masz wyjścia...
Wzruszyłam ramionami.
- Pójdę do dyrcia i przekonam go odpowiednimi argumentami.
Ja mu mogę nawet rozprawkę, referat napisać by tylko, pozwolił mi nie iść w spódnicy. Byłam przyzwyczajona do spodni i butów do kostek. To co mi serwują to najgorsza kara z możliwych.
- Wątpię, że uda ci się go przekonać. - stwierdził Yukio.  - Szczególnie, że jutro już szkoła.
Skrzywiłam się.
- To chociaż inny kolor. Ciemnogranatowy lub czarny.
Młodszy chłopak pokręcił głową w przeczeniu. Nie wierzył w powodzenie tej misji. Humor mi się popsuł. Zmarkotniałam.
 Po obiedzie mimo wszystko wybrałam się do tego cholernego demona. Musiałam przynajmniej spróbować. W końcu uzyskałam pozwolenie na wejścia do tego obrzydliwie słodkiego gabinetu. Zajechało mocnymi, słodkimi (a jakże) i duszącymi perfumami. Zakaszlałam. Stanęłam w końcu przed nim. Patrzył ma nie z pod tego lukrowego kapelusza.
 - Dyrektorze, jest sprawa. Widziałam mundurek...
- Bardzo ładny, nieprawdaż?
Aha, wiadomo kto projektował. Nie mogę jemu powiedzieć że nie jest w moim guście. To nie jest koncert życzeń.
- Jest tylko jeden problem. Mianowicie mój ogon nie pozwala mi na noszenie spódniczek.
Złożyłam ręce na krzyż. Mephisto uśmiechał się w ten swój irytujący sposób. Miałam ochotę podejść i zetrzeć mu go z twarzy.
- Nie sądzę żeby był jakimś wielkim problemem, poradzisz sobie.
No ej! Otworzyłam szeroko oczy.
- Poradzę sobie? Jeśli to zobaczą nie tylko ja będę miała problemy.
Starałam się być opanowana i zwodniczo spokojna.
- Nic z tego. Nauczyciele o was wiedzą i będą mieli na was oko. Wyglądacie zupełnie jak ludzie. Macie wysuwane kły, a i uszy zmieniają się lekko dopiero gdy tego zapragniecie. Jedyne co widać to ogon, który można schować pod bluzką.
Westchnęłam męczeńsko.
- Czyli nic nie wskóram?
Fioletowo-włosy pokręcił przecząco głową. Ludzie, czemu wy mnie wszyscy dobijacie? Czy to nowa atrakcja APK? Za co ja się pytam? Za co? Pożegnałam się i poszłam się przejść. Nie będę siedziała przecież wiecznie w akademiku. Chociaż mogłabym z dobrą książką, na łóżku, oddać się realiom innego świata i zapomnieć o świecie obecnym. Albo też... Wyciągnęłam z kieszeni kochanych rurek słuchawki, a z drugiej telefon. Włączyłam muzykę. Och od razu lepiej. Nerwy zostają pochłonięte przez wykonawcę i jego utwór. "Muzyka ma w sobie magię, która uspokaja dzikie bestie" - a i owszem. Szczególnie tą co ja mam w sobie. Drapieżną i dziką, może się stać moją bronią lub najgorszym wrogiem.

3. Strach wszystko niszczy, infekuje

Oh, nie możesz słyszeć że płacze.
Zobaczyć, jak moje marzenia umierają
W tym miejscu którym stoisz,
Samotnie
Jest tutaj tak cicho,
I jest mi tak zimno
Ten dom dłużej nie pozostanie moim domem.
[ Ben Cocks - So Cold ]


Nasza matka została zamordowana dwanaście lat temu. Nazywała się Joanna Maciszewska. Odnaleziono ją rozszarpaną w lesie nieopodal domu, więc stwierdzono, że to być może wilki. Jednak rany były zadane pazurami, co je wykluczało. Ostatecznie miał zrobić to niedźwiedź i zamknięto sprawę. Ojciec jednak Christopher twierdził, że to był demon. Nikt mu oczywiście nie wierzył. Z rozpaczy wymyślał bzdury. Zaczynał się od nas odcinać. Co raz mniej zwracał uwagę na mnie i Sebastiana. Przestawał się opiekować, a byliśmy jeszcze małymi dziećmi. Było co raz gorzej. Raz wyszedł z domu po opał i nie wracał bardzo długo. Byłam dzieckiem przepełnionym lękiem po stracie matki. Poszłam do szopy w której składowaliśmy drewno... i tam go ujrzałam. Na belce przy suficie była przerzucona lina. Do tej pory pamiętam jego dyndające ciało. Przewrócony stołek, pręgę na szyi i pusty wzrok. Powiesił się. Bo nie mógł znieść straty ukochanej jak to napisał w liście, który zostawił. Wybiegłam z stamtąd i poszłam po brata. Nie krzyczałam, nie płakałam, nie bałam się. Czułam tylko przerażającą pustkę w sercu. Zrozumiałam, że mam tylko młodszego braciszka, którego muszę chronić. Nie mógł tego zobaczyć. Zabrałm go i poszłam do sąsiadki. Mieszkaliśmy na rozległej wsi, więc by tam dojść musieliśmy się przejść jakieś pół kilometra. Miałam wtedy osiem lat. Znała nas bardzo dobrze. Opowiedziałam jej o wszystkim. Zadzwoniła po policję, a my zostaliśmy u niej. Próbowała dokończyć wychowywanie nas, podchodziła do tego bardzo ostrożnie, nie za bardzo umiała się zajmować młodszymi. Ewa - bo tak miała na imię starała się być delikatna. Mimo wszystko nie było to łatwe. Zabraliśmy rzeczy ze starego mieszkania. Ja zabrałam ze sobą złotą obrączkę ojca, a Sebastianowi dałam matki. Sytuacja i zdarzenia przeszłości nakazywał mi szybciej dorosnąć. Stać się odpowiedzialną i dobrą siostrą, a także podopieczną. Chciałam być taką jak trzeba. Nie być ciężarem, a inną formą wsparcia. Pomagałam jak mogłam. Starałam się. Zdziwił was pewnie fakt, że starszego brata nie ma w tej historii. O Dawidzie dowiedziałam się dopiero niecałe dwa lata temu. On wylądował u jakiejś przyszywanej rodziny. Ukrywali przed nim nasze istnienie. Spisali nas na straty. Żywcem pochowali, by tylko został z nimi. Oprócz nas Dawid ma jeszcze przyszywane dwie siostry. Uciekł od nich by nas znaleźć i nie ma już z nimi kontaktu. Nasze pierwsze spotkanie nie było miłe, ale to wtedy gdy okazało prawdą okazało się że należy do rodziny Nightshade, zaczęliśmy współpracować. Poznawać się i dogadywać. Spotykaliśmy się regularnie i już podczas drugiego spotkania zauważyliśmy demony. To na zaniepokoiło. Zamieszkaliśmy razem w osobnym domu. Kolejnego dnia, już dostaliśmy Dary. Nie było to jednak ani trochę przyjemne. Co prawda miałam najgorzej, ale wiem, że oni też nie mieli lekko. Wszyscy odczuliśmy Strach i Ból. Trudno nam się było po tym pozbierać. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Z kolejnymi dniami, nie potrafiliśmy tego kontrolować. Zaczęliśmy nienawidzić tego czym się staliśmy i mocy. A jeśli kogoś zaatakujemy? Zranimy? Zabijemy? Zamienimy się w potwory, przez nieumiejętne korzystanie z tych klątw? Widziałam zmiany głównie w Dawidzie. Pochłaniał go Mrok. Z byle powodu jego oczy robiły się czarne, wystarczyło, że lekko się zdenerwował, albo coś mu się nie podobało. Raz wpadł w furię. Stawał się demonem. W pełni. Wtedy wkroczył Sebastian. Poprosił bym mu pomogła, że wie co można zrobić. Nie chcieliśmy stracić brata, którego dopiero zyskaliśmy. Ja postarałam się go osłabić, a młodszy poraził go prądem i wyzwolił jego serce oraz umysł światłem. Co prawda był nieprzytomny przez prawe tydzień, ale udało się. Był człowiekiem. Przerażenie przed mocą, zamieniał go w to co nie chciał. Bo widzicie... Strach wszystko niszczy, infekuje. Sprawia że robimy głupie rzeczy, mówimy to czego nie mamy na myśli. A jeśli na dodatek idzie w parze z Darem... Możesz być pewny że, każdy lęk zostanie wystawiony przeciwko tobie. Jedyny sposób to pokonanie go i zapanowanie nad nim. Uczynienie go posłusznym. Wszystko co pochodzi z Gehenny: chowańce, moce, pomniejsze demony, komuś służą. Potrzebują przywódcy. Kogoś kto udowodni, że jest godzien być jego panem. Wtedy dopiero to zrozumieliśmy i staraliśmy się oswoić, zamiast odrzucać. Powoli zaczęliśmy to rozumieć. Trenowaliśmy i uczyliśmy się od siebie. Podróżowaliśmy i przyglądaliśmy się takim jak wy i ludziom. Wymyślaliśmy własne techniki i z książek. Czerpaliśmy informacje ze wszystkiego. By wyżyć, braliśmy udział w nielegalnych wyścigach motorów. Dużo kasy, a nie trzeba się wysilać gdy ma się dobry sprzęt. Nigdy nie złapała nas policja, byliśmy dla nich za szybcy, a i często ukryci w cieniu. Często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. No a tutaj trafiliśmy przypadkiem. Mieliśmy się szybko zmyć, ale te demony nam przeszkodziły. Zblokowało nas. I zjawiliście się wy. Egzorcyści. Nie baliśmy się śmierci, ale wszyscy wiemy, że są rzeczy gorsze od niej. Chcieliśmy wam uciec. Nie udało się i jesteśmy tutaj. Koniec historii.

2.3 Ucz się na błędach i zwycięstwach.

- Może byście pomogli? - jęknęłam błagalnie.
- My? - zapytał Rin
No teraz to mnie zirytował.
- Nie, kuźwa krasnoludki. A widzisz w tym pomieszczeniu innych podpierających ściany?
Zrobiłam unik dosłownie w ostatniej chwili. Przeleciało tuż przy moim uchu. Dawid też ledwie sobie radził. Sebastian nigdy nie był delikatny, zawsze dawał z siebie wszystko.
- No chodźcie! Potrzebujemy wsparcia.
Blondyn był bezlitosny, do tego się chamsko śmiał.
- Yukio, możesz nawet strzelać, nic mi przecież nie zrobisz. A ty Rin dawaj, tak się chwaliłeś umiejętnościami, a teraz co?
Musiałam zrobić obrót i odbić kilka skrzydłami. Przekonaliśmy tego drugiego Okumurę. Zaczął odbijać je swoją schowaną kataną.
- Dzięki. Spróbuję się jakoś zbliżyć.
Wystrzeliłam w górę... Usłyszałam huk. Spojrzałam w dół. Jednak pierwszy też się zdecydował. Zastąpił mnie. Zaatakowałam na bombę. Mimo tylu przeciwników braciszek, dawał sobie radę. Wiedział że zagrożenie ataku, głównie ode mnie i Dawida. Rin i Yukio mieli minimalizować ilość. Strzelał czymś co się dzieliło na części. Brązowowłosy mnie ochraniał. Niszczył cele na mojej drodze bym miała łatwy dostęp. Wpadłam na brata, wybijając kuszę i obezwładniając.
- Wygraliśmy.
- Ale dopiero czworo na jednego. To było nie fair.
Uśmiechnęłam się. Popukałam go w czoło.
- Z tej lekcji trzeba wynieść, że nie wolno działać samemu. Gdybyś był w grupie nawet z Yukio, który jak widać jest strzelcem, mielibyśmy mniejsze szanse. Ucz się na błędach oraz zwycięstwach.
Puściłam go i zmierzwiłam włosy.
- Dosyć tego dobrego. Jutro do szkoły. Musimy nadrobić cztery miesiące. Kilka sprawdzianów, egzamin i się unormuje.
Wróciliśmy do naturalnych postaci. Znaczenia, skrzydła i błyski w oczach zniknęły.
- Aż tak zamierzasz zakuwać? - zapytał Dawid.
Nie byłam totalnym leniwcem, lubiłam porządek, przynajmniej taki w miarę. Czyli musiałam coś robić.  Lecz już dawno spostrzegłam, że nie ma sensu się starać. Na chama nic się nie nauczę. Gdy coś mnie interesuje, samo wejdzie do głowy. A szczególnie zainteresowałam się dwoma przedmiotami, które wydawały się przydatne w przyszłości. Spojrzałam na Yukio.
- W sobotę zamierzam pisać testy z zielarstwa i demonologi. Jeśli pozwolisz. Z pierwszych działów.
Chłopak uśmiechną się, co uznałam za potwierdzenie.
- Dobrze.
Bastian westchnął z rezygnacją.
- Chodźmy. Jak ty piszesz to i my za jednym zamachem.
Opuściliśmy sale, którą profesor zamknął drzwi. Ruszyliśmy na zewnątrz. Miałam dość. Byłam zmęczona. Fizycznie i energetycznie. Miałam ochotę wziąć długaśną kąpiel, a później rozejrzeć się po okolicy. Ale to później, znaczyłoby w dalekiej przyszłości, gdzie nie sięga horyzont mojego umysłu. Moje marzenie jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Tarzanie się po betonie poskutkuje zakwasami. Chyba. Czy my w ogóle możemy mieć zakwasy? Nie dowiesz się jak nie poczujesz. Trening bez pierwszej krwi, to nie trening. Przynajmniej ja tak uważam. Bo trzeba być przygotowanym, wytrzymałym i mieć wysoki próg bólu. By nie zemdleć przy pierwszym uderzeniu. Zacisnęłam pięści i rozluźniłam. Powtórzyłam to trzy razy. Usłyszałam lekki śmiech. Mój wzrok powędrował na lewo. Z rany na ramieniu złotookiego wykwitła róża z krwi. Poczułam szczypanie na udzie. Miałam krótkie spodenki, ale dopiero teraz zauważyłam podłużne rozcięcie długości jakichś ponad dwudziestu centymetrów. Bosko. Do jutra wieczór powinno być w porządku. Nie była specjalnie głęboka. To akurat po ilości krwi zgadywałam, że centymetr, może dwa. Spojrzałam na godzinę w telefonie.
- O Boże tak długo? Nie wierzę! - pokręciłam głową. - Daw, nie masz czasem szmatki jakiejś? Albo czegoś takiego?
Zapytałam, patrząc na ciecz. Dużo czerwonej cieczy. Odetchnął, złapał skraj koszuli o oderwał spory kawałek, mocnym szarpnięciem.
- Masz i tak jest do wyrzucenia.
Yukio odwrócił się z miną typu "Coś się stało?". Zatrzymałam się i zaczęłam robić prowizoryczny opatrunek. Gdy to zauważył myślałam, że skomentuje, ale tylko oznajmił żebyśmy szli za nim. Zaprowadził nas do czegoś jak skrzydło szpitalne. Białe ściany, zapach środka dezynfekującego. Ledwo widocznie się wzdrygnęłam. Nie cierpiałam takich miejsc. Źle mi się kojarzyły, od śmierci matki.  Kazał nam usiąść, a sam wyciągnął apteczkę. Mimo moich protestów, obmył ranę, oczyścił i dokładnie zabandażował. Znał się na tym co robił i było to widać. Nawet się nie skrzywiłam. Tak samo postąpił z moim bratem.
- Dziękuję.
Odruchowe "Nie ma za co", złożył apteczkę i odłożył na miejsce. Przy okazyjnie dowiedziałam się że Yukio jest nie tylko Dragonem, ale i Doktorem. Nawet taki szczególik, że zawsze chciał nim być. Zaciekawiło mnie to. Czy ten chłopak zawsze ma określony cel? Jego bliźniak nie był taki zorganizowany. Pewnie jeśli miał jakieś plany to runęły gdy dowiedział się czym jest. Ta klątwa zawsze chce ofiar. Naszła mnie myśl czy ja jestem w czymś dobra? Każdy podobno ma smykałkę do czegoś... Ale ja? Parkour? Freerun? To będzie przydatne tylko mi. A dać coś dla kogoś? Uwielbiałam fotografować i pisać... Zatrzymywanie wspomnień. Zastępczy język.  Piszę, bo lubię, zamykać się w swoim świecie.
- A co z waszymi rodzicami? - zapytał nagle okularnik, przerywając moje rozmyślenia.
Spuściłam wzrok, jak reszta mojej rodziny. Jedyna jaka mi pozostała. Wzięłam drżący oddech.
- Izzy jeśli nie chcesz... - zaczął Sebastian.
Machnęłam na niego ręką.
- To może od razu wszystko, tak będzie najlepiej.
 I zaczęłam opowiadać...

2.2 Nigdy nie popełniaj tego błędu.

Stanęliśmy przodem do braci Okumura pokazując swoje drugie oblicza. Najstarszy z braci patrzył spod oczu z miną zimnokrwistego mordercy, bawiąc się ostrzem. Młodszy wyglądał jak nieustraszony anioł, który przyszedł wymierzyć boską sprawiedliwość, celując łukiem w ziemię. Ja po prostu patrzyłam na wszystko z wrednym uśmieszkiem, choć w oczach błyskały iskierki ciekawości. Jakbym tylko czekała na kogoś to ośmieli mi się przeciwstawić. Rinowi opadła szczęka, a Yukio wyglądał jakby dopiero zdał sobie sprawę na jakie niebezpieczeństwo naraził innych Mephisto.
- Teraz już wiecie dlaczego chcą nas wyeliminować. Obdarzeńcy są jak eksperymenty. - zaczął Dawid. - A dar wybierany jest pod charakter. Im gorszy tym bardziej demoniczny. Dary odkrywają to jakim jest się naprawdę. Każdy czyn, każda myśl, każde pragnienie... Wtedy naprawdę odkrywa się siebie.
Wyrzuciłam ręce w górę.
- Och dajcie spokój. Ja chcę się wyszaleć, a nie gadać! Na wyjaśnienia przyjdzie czas! Obstawiam tarczę strzelniczą... Albo nie... Dawid co na małą potyczkę?
Zrobiłam kilka wypadów i pchnięć, dla rozgrzewki. Zaśmiał się.
- Zawsze i wszędzie, siostrzyczko.
Sebastian zaczął trenować łucznictwo. Rin gdy wreszcie pozbierał swoją szczękę z podłogi, wraz z Yukio udał się pod ścianę w strategiczne miejsce, by mieć nas na oku. Po rozgrzewce, stanęliśmy naprzeciw siebie w bojowej pozycji. Pełne skupienie. Przeciwnik skinął na mnie ręką, kusząc, dając pole do popisu. Niech mu będzie. Zdawałam sobie sprawę jak bardzo walka będzie wyrównana. Znaliśmy swój styl, jednak nie chcieliśmy wyjść z wprawy. Zamachnęłam się krzyżując nasze miecze. To był dopiero początek. Zaczęłam powoli się rozkręcać i wpadać w wir walki. Wyłączyłam myślenie czy uczucia, po prostu działałam. Był tylko instynkt, prowadzący mój miecz do zwycięstwa. Z wielką starannością i prędkością wymienialiśmy uderzenia. Z boku mogłoby to się wydawać rozmazaną plamą. W końcu przez to co się stało rok i trzy miesiące temu nie mogliśmy się zaliczać do ludzi. Już nie. Starałam się iść do przodu, choć nie było to łatwe. Jego siłę starałam się jakoś nadrobić. W końcu musiałam. Czasem to on kierował, czasem ja. Zablokował kolejny cios i wymierzył atak. Zrobiłam unik. Zniżyłam się do podłoża, chcąc podciąć mu nogi. Podskoczył do góry i wymierzył mi kopniaka w ramię, aż się przeturlałam. Zawarczałam, w sumie nie wiem nawet kiedy porzuciłam miecz dla walki wręcz. Skoczyłam i kopnęłam go w ramach zemsty w pierś. Wylądował plecami boleśnie na posadzce. Specjalnie wylądowałam na nim, wybijając całe powietrze z płuc.
- Powinnam połamać ci to i owo lub zaatakować pazurami. Wygrałam.
- Wcale nie i dobrze o tym wiesz.
Złapał mnie za nogę i szarpną, co spowodowało brak równowagi. Gdy upadałam złapał mnie za bluzę i przewrócił. Unieruchomił ręce, próbował nogi co mu się nie udało, gdyż je podkuliłam i mocno odepchnęłam. Zerwałam się migiem. Zaatakowałam prawym sierpowym, a gdy zrobił unik, rzuciłam się na niego i znowu przewróciłam. Wykręciłam ręce do tyłu tak jak on, przycisnęłam głowę do ziemi i wbiłam kolano w plecy by poprawić chwyt. Zblokowałam również nogi. Puściłam go i wstałam.
- Nigdy nie popełniaj tego błędu.
Powiedziałam poprawiając koński ogon, trochę się zmęczyłam.
- Jakiego?
Zapytał podnosząc się z podłogi.
- Nie dawaj mi forów, to raz. A dwa. Był moment, że gdy był nie mogła się uwolnić, to wystarczyło nadepnąć na ogonek i by zabolało. Zelżałby ucisk na rękach i mogłabym się uwolnić.
Podeszłam bliżej tarczy strzelniczej, przy której jeszcze "ktoś" ćwiczył. Znamy tego ktosia...
- To co blondasku? Dwoje na jednego?
Sebastian gwałtownie się odwrócił i wystrzelił dwie strzały  w naszą stronę. Odskoczyliśmy jak oparzeni, wiedzieliśmy czym to grozi. Mieliśmy rację. Wybuchły w miejscach w których powinny być nasze głowy.
- Jesteś okrutny braciszku. - stwierdziłam. - Nie tak cię wychowałam.
On się tylko uśmiechnął.
- A ty wredna. Dobra, dobra. Pokażcie na co was stać wilczki.
Dawid się uśmiechnął. Zaszczekał ni czym pies.
- Uważaj, te wilczki gryzą. Mają wściekliznę.
To było jak znak. Zaczął z zawrotną prędkością wystrzeliwać strzały. Naszym zadaniem było je minąć lub zniszczyć. Wystrzelił jedną, a już leciała następna. Nie musiał sięgać do kołczanu. Nie miał go, tworzył je jedna za drugą. Po chwili zmienił broń na kuszę, a strzały zmieniły się w okrągłe pociski. Niszczyliśmy je za pomocą Mroku.
- Czas na kontratak!
Wykonałam obrót i wypuściłam kulę czarnego piachu. Podskoczył i wykopał ją jak zawodowy piłkarz, robiąc półobrót. Co cóż zawsze chciał nim zostać. Nie wiedziałam,że jest na tyle dobry. Znów zasypał nas całą salwą. Cholera, dobry był. Piekielnie dobry.

2. Wybrał nas na cel...

To sekretna strona mnie.
Której nigdy nie pozwolę Ci zobaczyć.
Trzymam ją na uwięzi, ale nie mogę
jej kontrolować.
Więc trzymaj się ode mnie z daleka,
ta bestia jest brzydka.
Czuję wściekłość, i nie mogę jej
powstrzymać.

[ Skillet - Monster ]


__Izabela__
Już zwarta i gotowa, tachałam podręczniki na dół. Dawid i Sebastian szli za mną. Rzuciłam je z impetem na stół. Zobaczyłam jakie mamy przedmioty i się załamałam.
- Co mnie nie zabije, to niech lepiej ucieka. - wymruczałam cicho, układając książki na stole.
Wzięłam te, które były najbardziej interesujące moim zdaniem i zaczęłam czytać. Oni też sobie coś wybrali.
- Po dwa rozdziały?
Skinęłam głową. Starałam się zrozumieć tekst i cokolwiek zapamiętać. Modliłam się w duchu, by mi się to wszystko nie pomieszało. Po dwóch godzinach wiedziałam, już co tak naprawdę chodzi w egzorcyzmach i od czego tak naprawdę robią egzorcyści. Miałam dość.
- Tyle teorii... aż mnie dobija. Odwalają więcej roboty niż się zdaje. - stwierdziłam odkładając kolejną książkę.
- No dobra, ale skoro trzeba mieć piekielną ranę aby widzieć demony. To jak to jest, że my je widzieliśmy trzy dni przed dostaniem daru? - zapytał Seba.
Jak zwykle trafił pytaniem w dziesiątkę.
- Gdyż, ponieważ, mój drogi młodszy braciszku to owy demon pierwszy zainteresował się nami. Wybrały nas jako swój cel, tak samo jak ten anioł.
Dawid uderzył czołem o blat.
- Pamiętacie ten dzień? Siódmy maja. Uciekłem wtedy od opiekunki, by was odnaleźć. Ósmego trafiłem, ty przywiązałaś mnie do krzesła strasząc wszystkim czym się dało. Od powieszenia po więzienie. Cholernie trudno było przekonać cię o naszym pokrewieństwie.
Z tonu jego głosu można było wywnioskować, że zatapia się we wspomnieniach.
- No wiesz... nie na co dzień jakiś chłopak wpada ci do mieszkania i oznajmia, że jest twoim zaginionym bratem. Co miałam zrobić?
Zachichotał.
- Wpada? Może mi jeszcze powiesz że na gangstera? Wyważyłem drzwi wrzeszcząc wniebogłosy twoje imię?
Udzielił się dobry humor. Na ustach pojawił sę szeroki uśmiech.
- No pewnie! Jeszcze groziłeś, że jak nie wyjdę z ukrycia to podpalisz dom.
Zaczęli się śmiać.
- A ty jako dobra siostrzyczka martwiąca się o młodszego braciszka, chiałaś się poddać... - wtrącił Bastek.
- Dopóki w polu widzenia nie znalazła się patelnia... - mój uśmiech zmienił się w złowieszczy.
- I sznur od prania... - dokończył młodszy tajemniczo.
- Nie zapominając o krześle... - dodał Daw, unosząc głowę.
Sztuczna powaga została zastąpiona przez śmiech. W wejściu oparty o framugę pojawił się Yukio. Kąciki jego ust wygięły się lekko do góry. Pomachaliśmy w jego stronę. Niemożliwe, że był ode mnie młodszy o rok. Zachowywał się jakby miał już osiemnastkę na karku jak nie więcej. Wzięłam ostatni łyk herbaty, zebrałam wszystkie kubki i oddałam chochlikowi z podziękowaniem.
- Zbieramy się chłopcy! Odnieście książki do mojego pokoju. Plisss.
- Jasne Izuś.
Podzielili się stertą po połowie i wyszli. Skoro ja przyniosłam, to oni mogą wynieść nie?
- Zwarta i gotowa? - zapytał okularnik.
Podeszłam do stołu i oparłam się o niego, nie obarczając go jednak swoim ciężarem.
- Zawsze i wszędzie. Mam już dość gimnastyki umysłowej, teraz trzeba zadbać o gimnastykę fizyczną. - odparłam z uśmiechem.
 Ze schodów usłyszałam urywek rozmowy chłopaków i w tym głos Rina.
- Myślisz...?
- Nie będzie miała nic przeciwko...
Zmarszczyłam brwi.
- Ja was słyszę! Na co powinnam się zgodzić?!
Po chwili pojawili za okularnikiem.
- Rin idzie z nami.
Prychnęłam z niedowierzaniem.
- Bezsensowna oczywistość. Dobra, szefie prowadź.
Przy drugim zdaniu wskazałam na opiekuna. Ruszyliśmy za nim jak posłuszne stadko. Ja to mam skojarzenia... Z resztą nie ważne. Kluczem przeszliśmy do mrocznego, naznaczonego witrażami korytarza.
- W tych salach odbywają się zajęcia dla egzorcystów. Sala do której was prowadzę jest nieużywana od wielu lat. Większość sprzętów została wyniesiona.
Rozglądałam się z ciekawością. Zaprowadził nas do wielkiej sali o wysokim sklepieniu. Była naprawdę duża.  Ogromne lustro na jednej ze ścian i tarcze strzelnicze na drugiej. Drabina pięła się do samego sufitu, tam można było iść na linie bądź kołku, ewentualnie złapać się siatki przy suficie. Były liny asekuracyjne.
-Idealna.
Zrywam się do biegu, po chwili poczułam że moich pleców wyrastają olbrzymie skrzydła,a pióra kolejno się wysuwają, nadając im wielkość. Podskakuję ku górze i zaczynam nimi machać. Uniosłam się.
- Tak! - krzyczę z czystej radości.
 Podleciałam do sufitu i przed siebie na drugi koniec sali. Ogon za mną, niczym ster. Zawracam i nurkuję ku chłopakom. W ostatniej chwili stawiam się z poziomu w pion, hamując. Rin cofną się o dwa kroki,chyba myślał, że na nich wpadnę. Wyszczerzyłam się.
- Przy takiej ilości miejsca niknął ograniczenia. - stwierdził Dawid.
Ruszył przed siebie. Ogon żył własnym życiem, paznokcie się lekko wyostrzyły,uszy, kły pojawiły się również. W jego rękach z pyłu, piachu i czarnej mgły powstały czarne, pół, a może nawet metrowe ostrza z granatowym kamieniem na rękojeści. Prawa ręka pokryła się czarnymi tatuażami, od nadgarstka aż po skrzydło. Wyglądał niewątpliwie przerażająco. Roztaczał aurę niebezpieczeństwa i grozy. Odrzucił głowę do tyłu jak lew szukający zdobyczy
- Zobaczymy na co mnie stać. - powiedział Sebastian.
Zaczął iść ukosem na lewo od niego. Z jego pleców jak ze złocisto białej sieci, stworzyły się skrzydła i dodatkowo wysunęły się złocisto białe pióra. Oczy, zazwyczaj lewe mahoniowo-błękitne, a prawe zielono-złote (zaawansowana heterochronia) zaczęły błyszczeć lekkim srebrem. W dłoni pojawił się łuk, a w drugiej coś na wzór strzały. Cała lewa ręka pokryła się złotymi śladami, od kostek palców, aż po ramię gdzie chowała go koszulka, tak jak u Dawida.
- Jak już tak po bandzie, to proszę bardzo.
Odetchnęłam i podeszłam do nich. Przejechałam językiem po zębach. Kły się wysunęły, uszy stały się lekko szpiczaste. W lewej dłoni znalazły się trzy czarne ostrza do rzucania stworzone z mroku, w prawej zaś anielskie srebrne ostrza, również do rzucania. Pokazały się znaczenia jak u braci tylko czarno-złote.
- To się nazywa zmiana image! - zaśmiałam się.

wtorek, 8 grudnia 2015

1.2 Kim tak naprawdę jesteście?

Złożyłam ręce na krzyż, nie miałam zamiaru mu wyjawiać.
- Nie do końca wiadomo. Gdy my dostaliśmy dary, ona...
Westchnęłam. I tak nie potrafiliby tego wyjaśnić.
- Mieszaniec. Mam je obie. Część demona i część anioła.
Teraz coś błysnęło w jego zielonych oczach koloru płynu do rozmarzania szyb.
- W jaki sposób zostałaś pół aniołem będąc w pół demonem?
Wzruszyłam ramionami. Wiedziałam o czym myślał.
- Zastałam Dark Angel. Cieniem Anioła, pod postacią człowieka.
Bo niektórzy myślą już o Upadłych. Nie, mój darczyńca nie doprowadził do swojego upadku. O dziwo. Faktycznie musiał być postawiony idealnie w hierarchii nie za wysoko, ale i nie za nisko, skoro, dał Sebie i mi taką moc. A co do Dawida, pewnie któryś z Wielkich Demonów dla zabawy. Jeden z resztą stał przed nami. Skąd to wiem? Czuję. Potrafię to wyczuć. To demon. Wystarczy moment by wyczuć jego moc i przynależność. Nieważne jak bardzo chciałby to ukryć.
- Sądzę, że zajęcia zaczniecie od poniedziałku. Treningi jednak od jutra. Musicie nadrobić pierwszy semestr, bo nie będziecie wiedzieć, za co zabrać się w drugim.
Znów to porozumiewawcze spojrzenie i dodatkowo ten chytry uśmieszek między naszą trójcą.
- Z tym nie będzie problemu.
Rozumieliśmy się bez zbędnych słów przez więź między nami i idealnym znaniu swoich charakterów.
- Liceum...
Dawid pokręcił głową.
- O nie... liceum nie...
Sebastian nagle wybuchnął niekontrolowanym śmiechem.
- To nie jest śmieszne! - wybrałam stronę starszego brata.
Młodszy zgiął się w pół ze śmiechu,a Dawid patrzył na niego z udawaną urazą.
- Oj bo chyba, jednak wyślę cię do szkoły...
Bastian uniósł rękę w obronnym geście. Wytarł łezkę z kącika oka.
- Już nic nie mówię, nawet się nie odzywam.
Stanął prosto z rozbawioną miną. Spojrzałam po obecnych, niektórzy wydawali się nie rozumieć tej sytuacji.
- Żadno z nas nigdy nie chodziło do żadnej szkoły. Widzieliśmy ją tylko w filmach. - wyjaśniłam dobrodusznie.
Blondyn spojrzał na na mnie.
- Nie ma to jak serial "Szkoła". Ciekawe, czy tu też jest tyle debili?
- Tam jest pokazane co można robić gdy jest się debilem. - odparłam z uśmiechem.
Rin patrzył na nas zaskoczony. Pierwszy raz kiedy tu weszliśmy, odezwał się.
- Serio, nigdy się nie uczyliście?
- Nie - odparliśmy chór poważnym tonem.
- Szkoła chleba mi nie da. - dodałam.
Mephisto usiadł na swoim fotelu.
- Dlatego w czasie zajęć licealnych, będziecie nadrabiać tamte dla egzorcystów.
No problem. Oddelegował nas. Ba wręcz wygnał. Wypadłam z gabnetu. Poprawiłam plecak na ramieniu. Prowadzili bliźniacy, w sumie mało byli do siebie podobni. Już bardziej podobni byliśmy ja i Daw. Złote oczy, kruczoczarne włosy (moje z platynowo-białymi pasemkami), w pewnym sensie charaktery.
- Nie mogę się doczekać. - stwierdził najmłodszy. - Całe, życie w odosobnieniu. Wychowaliśmy sie sami, sami musieliśmy dawać sobie radę. Uczyliśmy się uciekać i walczyć. Nikt nam nie pomógł, a jednak udało nam się wyjść na w jakiejś tam części ludzi.
Przybiliśmy piątki.
- O ile można to tak nazwać. A na koniec wylądowaliśmy u egzorcystów. - parsknełam. - Chwila, które z nas stwierdziło, że są zagrożeniem?
Zapytałam marszcząc brwi.
- Nie wiem. Chyba wszyscy stwierdziliśmy, że należy trzymać się z dala. W akcie ostrożności.
Wzruszył ramionami. Ich zadaniem było zabijać demony. Nie wiedzieliśmy czy połówki też się wliczają. A rok temu nasz starszy brat niemal się w niego zmienił. Gdyby Bastian nie przestrzelił go światłem, nie wiem co by się stało. Budynek faktycznie wyglądał na opuszczony. Taki szary i smutny. Weszłam do akademika z chłopakami. Jezu! Dopiero teraz to do mnie dotarło. Jestem jedyną dziewczyną w tym towarzystwie!
- Tutaj jest jadalnia, do kuchni wstęp ma tylko Ukobach i Rin. Pokoje są na górze na pierwszymi drugim piętrze. Zaraz kolacja.
- W porządku.
Rozejrzałam się. Wszystko było takie szare i smutne. Moim znaniem było zbyt pusto. Poszliśmy na poszukiwania własnych pokoi. Wybraliśmy pod rząd trzy ostatnie na pierwszym piętrze. Kilka pokoi od Okumurów. Miałam dwa łóżka do wyboru. wybrałam to po prawej. Plecak,rzuciłam obok. Spojrzałam na zegarek 22.37 Dobra, rozpakuję się później. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w coś luźniejszego. U mnie to były wygodne dresy 3/4 i t-shirt. Byłam zbyt głodna, aby czekać. Zeszłam z dół. I usiadłam przy stole, czekając na resztę. A podobno to kobiety najwolniej się ogarniają. Ja byłam tym pięknym wyjątkiem. Drgnęłam gdy zobaczyłam na blacie kuchennym jedzenie, którego wcześniej tam nie było. Pokręciłam głową. Mam zwidy. Po kilku minutach zobaczyłam jak moi bracia schodzą i siadają obok mnie. W chwilę za nimi zleciał Rin. Tak, zleciał to dobre słowo. Dopiero teraz mogłam się przyjrzeć współlokatorowi.
- O matko! Ty masz ogon? - nie byłam przestraszona, a raczej zaskoczona.
Rin zatrzymał się w pół kroku. Jego ogonek się lekko najeżył. Jeszcze te uszy... pewnie ma i kły. Zwróciłam się do brata.
- Ha ha, nie jesteś sam Dawid. - parsknęłam śmiechem.
Czarnowłosy spojrzał na Rina z uśmiechem.
- Kim tak naprawdę jesteście?
Brązowowłosy bliźniak odłączył właśnie do drugiego.
- Synami Szatana z ludzką kobietą. - odparł całkiem poważnie, patrząc na naszą reakcję. Stwierdził najwidoczniej, że nie ma sensu nas okłamywać.
Zamrugałam zaskoczona. Pierwszy odezwał się Sebi.
- No masz Izzy, a mówiłaś że to my mamy przesrane. - założył ręce za głowę.
- Oj no! Nie miałam do kogo przyrównać! Teraz mam.
Dawid parsknął.
- To po co my się głupio chowamy?

1. Co zamierzasz z nami zrobić?



Chcę ukryć prawdę,
Chcę Cię schronić
Ale z bestią w środku
Nie mamy gdzie się ukryć.

[ Imagine Dragons - Demons ]



__Izabela__

Oddałam jeden z plecaków braciszkowi. Nie będę jego szmat targać. Droga - dokądkolwiek ona prowadziła - nie była długa. Tylko jakieś cztery, no może pięć kilometrów. Znaleźliśmy się pod ogromnym budynkiem. Robił wrażenie. Akademia Prawdziwego Krzyża i cała reszta jej obszaru.
- No,no wygląda ciekawie. Gdzie nas prowadzicie?
- Do dyrektora. Mephisto Phelesa.
Obojętnie. I tak nie znałam tego nazwiska. Do tego kraju zawędrowaliśmy przypadkiem, wolałabym zatrzymać się gdzieś w Europie lub Ameryce zamiast trafić tutaj, ale jak mus to mus. Nowo poznani prowadzili nas nie wiadomo gdzie, ale zamiast próbować zapamiętać drogę, błądziłam we własnych myślach. Co zrobią z Obdarzonymi? Podobno rzadko spotkać osobę, które dostały dar, a nas jest cała trójka! Dodatkowo z silną więzią. Nie tylko krwi. Byłam łącznikiem. Co jeśli stwierdzą, że stanowimy zagrożenie? Nikt tego nie wie. Ale przecież... Nie! Dość gdybania! Zobaczymy. Nie pozwolę by coś im się stało, nawet za cenę własnego życia.
Z nową determinacją wkroczyłam do pokoju dyrektora. No cóż... Nie tego się spodziewałam. Fioletowo-włosy facet w kapeluszu, o zielonych oczach. Jego strój był dziwny, bo jaki facet chodzi w bieli, różu i fiolecie? I wszystko w tym pokoju było takie... Słodkie? Parasolka z gałkami lodów? Miałam wrażenie męskiej wersji czarownicy z domku z piernika. Pedał? A miałam być tolerancyjna... Szczerze? To teraz moją tolerancję trafił szlag. Bracia Okumura stali po jednej stronie pokoju, my po drugiej. W pewnym oddaleniu od stojącego biurka.
- Witam. Ah, to pewnie wy jesteście tymi, jak twierdzicie Obdarzonymi. Od wieków nie było nawet jednego. A tu nagle, aż troje...
Wstał i chciał podejść do nas bliżej jednak, oczy całej naszej trójki zmieniły barwę na ciemny granat. Niemal zlewały się z źrenicą.
- Nie radzę. - powiedział niskim i groźnym tonem Dawid.
Najwidoczniej nie tylko mi nie podobał się ten uśmiech, wzrok i postawa. Lekka. Nie powinni się dziwić, że jesteśmy nieufni. Tyle, że moje i Seby tęczówki po półtorej minuty wróciły do poprzedniego stanu, a Dawida. No cóż. Nie.
- Spokojnie Yukio. - Powiedział dyrektor. - Nic nie zrobią.
Dopiero teraz spojrzałam na tamtą dwójkę. Okularnik sięgał już do pistoletu.
- Skąd ta pewność? - Dawid nie zmienił tonu głosu, ba nawet pokazał wysunięte kły.
Nadawało to mu dzikości i otaczało mrokiem, ale nie polepszało naszej sytuacji.
- Dość! - strzeliłam go po łbie. - Ogarnij się!
- Ej! - Sapnął z pretensją. - Za co?
Jego oczy wróciły do normalnego złotego stanu, gdy na mnie spojrzał. Również głos był normalny. Skrzyżowałam ręce na piersi.
- Za chęć do życia i miłość do ojczyzny. Głównie za to pierwsze.
- Ps.: Schowaj kły, matole. - wtrącił się jakby znudzony jego zachowaniem Sebastian.
Dawid spojrzał na niego zaskoczony, ale po chwili przewrócił oczami, jego twarz przybrała wyraz... w zasadzie to była bez wyrazu, wsadził ręce do kieszeni. Mephisto obserwował to z nie lada rozbawieniem.
- Jesteście powiązani.
Znieruchomieliśmy. On nie miał prawa tego wiedzieć.
- Jesteśmy rodzeństwem. To normalne. A tak przechodząc do setna sprawy...- Zaczął Seba.
- Co zamierzasz z nami zrobić? - Dokończyłam.
Mephisto nadal uśmiechał się irytująco.
- Właśnie się zastanawiałem czy was zabić czy też oszczędzić i poczekać na rozwój sytuacji.
Zapadła grobowa cisza. W sumie to czekaliśmy na wyrok. Powiedzmy szczerze, dobrze, że od razu nie zgłosił nas do przełożonych nad nim. Wtedy mogliby gnić w lochach, albo i gorzej. Sekundy przemijały cholernie wolno,zawsze gdy na coś się oczekuje. W końcu dyrektor przemówił.
- Możecie żyć pod kilkoma warunkami. - skupiliśmy całą swoją uwagę na nim. - Będziecie chodzić na zajęcia dla egzorcystów, musicie uważać na swoją tożsamość, a także na umiejętności. Zwróćcie uwagę na innych. Możecie używać zdolności tylko gdy jest to sytuacja zagrożenia życia. Nie możecie się nią bawić,ani popisywać. Będziecie odizolowani, zamieszkacie w akademiku braci Okumura. Będzie wam udostępniana sala, w której, będziecie mogli trenować swoje moce pod okiem, któregoś z nauczycieli. Opiekę nad wami powierzam Yukio, to on was znalazł i sprowadził.
Spojrzeliśmy na siebie, potem na "opiekuna", a na koniec na Mephisto, przytakując.
- Tu macie klucze. Pamiętajcie by ich nie zgubić. Nadadzą się do każdych drzwi i zawsze będą prowadzić na dodatkowe zajęcia.
Wyciągnął do nas rękę, na jego dłoni leżały trzy identyczne mosiężne klucze. Każde z nas wzięło po jednym. - Jeszcze jedno. Starajcie się nie sprawiać kłopotów.
Z tym ostatnim może być problem. Od razu odczepiłam łańcuszek ze złotą obrączką z szyi i powiesiłam tam jeszcze klucz.
- Ja nie szukam kłopotów, to one zwykle znajdują mnie. A skoro mnie to i tych imbecyli, na to nic nie mogę poradzić.
Rozłożyłam ręce w bezradnym geście. Inny sposób wymyślił Dawid. Jego klucz otoczyła czarna mgła i proch, dosłownie go pochłonęła i zniknęła. Sebastian, opanował podobną sztuczkę, a jednak inną. Jego klucz pochłonęło światło, zamieniło mosiądz w złocistą kuleczkę, która po chwili rozprysła się w iskrach. Już miałam wtrącić, że miało być bez popisywania się, ale wyprzedził mnie ktoś inny.
- Mrok - stwierdził dyrektor patrząc na starszego, później na młodszego - I światło z dozą elektryczności? Dar demona i anioła. Najwidoczniej nie pierwszych z brzegu. A ty? - Zapytał obarczając mnie spojrzeniem.

Prolog



I ten kończący się dzień
Jest dowodem na to,że czas
niszczy całą naszą wiarę,
Wiedząc,że wiara jest jedynym
co mam w sobie.

[ Trading Yesterday - Shattered ]




W ciemną noc trójka nastolatków wpadła w poważne kłopoty. W jednej z uliczek zaatakował ich demon. A żeby to jeden...
- Izabel, za tobą! - krzyknął najstarszy z ich grupki.
Czarnowłosa odskoczyła przywierając plecami do ściany, gdy glutowate pnącze przecięło powietrze, w miejscu w którym stała zaledwie pół minuty temu.
- Dlaczego zawsze my musimy wpadać w kłopoty?
Autor tych słów nie wiedział co ze sobą zrobić. Blondyn - Sebastian, nie potrafił jeszcze zbytnio bronić się w takich sytuacjach. Zawsze kazano mu uciekać. Przynajmniej dopóki nie nauczy się walczyć, a przynajmniej korzystać z mocy danej mu przez anioła. Wycofał się więc w bezpieczne miejsce. Jego o dwa lata starszy brat Dawid i o rok lata starsza siostra Izabela byli wyszkoleni przynajmniej w minimalnym stopniu. Wiedzieli tyle co nauczyli się na własnych błędach lub podpatrzeli u innych. Teraz mieli poważny problem i brak nawet chwili na ucieczkę. Na ich nieszczęście, był to jeden z silniejszych demonów i dwa pomniejsze.
- Cholera jasna!
W dłoni Dawida zmaterializowały się dwa czarne jak smoła miecze,którymi wymachiwał dziko, doskakując do monstrum. Udało mu się zranić go, a nawet odciąć parę pnączy. Próbował odskoczyć, jednak jedno z nich zacisnęło się na jego klatce piersiowej, uniosło i cisnęło o ścianę. Spadł bezwładnie na ziemię z wysokości metra. Miecze zalśniły i zmieniły się w czarny proch o odcieniu tak głębokim jak włosy siedemnastolatka Rodzeństwo krzyknęło jego imię. Dziewczyna rzuciła się do nieprzytomnego. Młodszy oślepiającą iskrą zmusił stwory do cofnięcia się. Tylko tyle dał radę z siebie wykrzesać.
- D-Daw. - Izabela padła na kolana, chcąc sprawdzić puls.
Żył. Odwróciła twarz do demona. Jego wielkie cielsko zaczęło nad nimi górować. Zazwyczaj potrafiła przyzwać moc, ale teraz... zblokowało ją. Nie mogła jej użyć. Nie mogła uciec. Nie mogła walczyć. Nic nie mogła. Nic. Teraz czeka ich śmierć. Zawsze chciała zginąć w walce, ale nie w taki sposób. Stwór zaatakował. Uniosła rękę, zamknęła oczy. Czekała na koniec. Drgnęła gdy usłyszała salwę strzałów. Chwila. Strzałów?! Otworzyła oczy, spojrzała na Sebastiana,który z szeroko otwartymi oczami patrzył na "pole walki". Podążyła za jego wzrokiem i co ujrzała?
- Wow. - wydusił młodszy.
- Egzorcyści.- wyszeptała.
Było ich dwóch. Z jednego powodu rzucali się w oczy. Byli młodzi. Przerażająco młodzi. Wiek gdzieś miedzy czternastym, a szesnastym rokiem życia.
Ktoś złapał jej łokieć, spojrzała w dół. Dawid już się obudził.
- Uciekamy. - powiedział krzywiąc się z bólu widocznego w jego oczach. Wcześniej złotych, teraz z przebłyskami czerwieni.
Wiedziała dlaczego muszą się ewakuować. Mają wspólny cel, ale gdy dowiedzą się o nich nie będą dla nich lepsi od demonów. No może nie licząc Seby. Zarzuciła dwa plecak na plecy ( swój i brata), Seb miał własny. Pomogła wstać rannemu i zaczęli biec. Jasne niebieskie oczy zza okularów niestety zarejestrowały ten moment. Oddał ostatni strzał, nim miecz o błękitnych płomieniach zniszczył demona.
- Rin, za nimi!
Chłopak schował katanę do pochwy i zaczął biec w podanym kierunku. Drugi z egzorcystów, miał zamiar zajść ich z drugiej strony. Oni znali rozkład miasta nie to co trójka polaków, niewiedząca gdzie skręcić, by nie trafić w kozi róg.
- Szlag by to. Z deszczu pod rynnę. - wysapała dziewczyna.
To ona postanowiła naprowadzać ich w gąszczu uliczek. Słyszeli stukot za nimi, wiedzieli, że chcą ich dorwać. Skręciła w prawo i zatrzymała się tak gwałtownie, że bracia na nią wpadli. Zatrzymała ich rękami. Przed nimi stał ten sam okularnik w długim płaszczu. Za nimi pojawił się drugi w mundurku, z kataną schowaną w czerwonym pokrowcu. Byli w potrzasku. Nie zamierzali się jednak poddać. W dłoniach czarnowłosego zmaterializowały miecze. Rzucił jeden Izabeli, zauważył jej bezbronność. Stanęli do siebie plecami. Widząc to egzorcyści, również wyciągnęli broń. Jeden już nawet w nich celował.
- Czekajcie! - Powstrzymał ich blondyn. Uwaga wszystkich skupiła się na nim. - Dawid. Iza.
Westchnęli męczeńsko. Dobrze wiedzieli o co chodzi Sebastianowi. Spojrzeli niepewnie to na siebie, to na "niebezpieczeństwo".
- No... Dobra.
Mroczne ostrza rozpadły się w pył. Dziewczyna roztrzepała czarny piach z dłoni i uniosła ręce do góry tak samo zrobili pozostali. Podeszli do drugiej ściany, jak najdalej od tamtej dwójki. Jeden z nich zapytał o coś we własnym języku, poważnym tonem.
-E... łączność Izzy. Łączność.
Czarnowłosa parsknęła, ale odnowiła łączność między całą trójką. Poczuła mroczną moc Dawida i świetlistą Seby. Oni zaś poczuli przypływ mieszanej energii Izabeli.
- Yukio, nie chcę cię martwić, ale oni nas chyba nie rozumieją.
Powiedział ten drugi do okularnika.
- Em... Powtórz. - poprosił niepewnie złotooki.
Chłopak, zwany Yukio dobrodusznie powtórzył pytanie.
- Kim jesteście?
Teraz zrozumieli wszyscy.
- Ja jestem Dawid, to moja siostra Izabela i brat Sebastian. Nightshade. Z Polski. Mógłbyś teraz opuścić broń?
- Czym jesteście?
Rodzeństwo poczuło napięcie i pewnego rodzaju strach. Tym razem z oczami wbitymi gdzieś nad ramieniem strzelca odpowiedział blondyn.
- Czy musimy gadać o tym w tym miejscu? Jesteśmy Obdarzonymi. Nie potrafimy jednak jeszcze nad tym panować. - wyjaśnił krzywiąc się i oglądając swoje dłonie.
Yukio nawet nie drgnął, zaś drugi, którego nie zdąrzyli poznać wyglądał jakby nie rozumiał.
- Obdarzeńcy?
Chwila zastanowienia.
- Muszę zadzwonić do Mephisto. Pilnuj ich Rin.
Schował pistolet, na co poczuli niewyobrażalną ulgę, jednak niepokój nie do końca ich opuścił. Odszedł kawałek, by nie słyszeli rozmowy, ale wciąż obserwował.
- A wy to? - odważyła się Izabela.
- Rin i Yukio Okumura.
- Bracia?
Skinął głową.
-Bliźniacy.
Powtórzyła gest. Po kilku minutach przyszedł okularnik.
- Idziecie z nami.