niedziela, 13 grudnia 2015

4. Nie potrzebuje tych słów.

Pokaż mi jak to się kończy,
wszystko jest w porządku
Pokaż mi jak bezbronna naprawdę jesteś
Zadowolona i pusta w środku
W porządku, dajmy temu następną szansę.
[ Breaking Benjamin - So Cold ]


Nie odważyłam się podnieść wzroku, zawiesiłam je na oknie i czekałam. Palce zaciśnięte były na złotym pierścionku.
- Nigdy nie chciałaś mi powiedzieć co się stało z ojcem. Za każdym razem mnie zbywałaś. Nigdy nie mogłem pojąć dlaczego.
Uśmiechnęłam się blado. Biedny Bastian. Ukrywałam to przed nim przez te wszystkie lata.
- Nie wiem czy chciałam oszukać ciebie, czy też siebie, że takie zdarzenie nie miało miejsca. Ale również obiecałam że powiem ci to w szesnaste urodziny. Ominęłam tę datę, co było nieuczciwe. Przynajmniej teraz się wywiązałam.
Wstałam i ruszyłam do wyjścia. Chciałam w końcu doczekać się prysznica. Przy okazyjnie ścisnęłam zdrowe ramię "odzyskanego" czarnowłosego i przytuliłam młodszego.
- Przepraszam - wyszeptałam cichuteńko.
 Gdy w końcu go puściłam, młodszy Okumura chciał się odezwać, ale pokręciłam przecząco głową.
- Nie mów że ci przykro lub że współczujesz. Nie potrzebuję tych słów. Nie żyję przeszłością. Co prawda nigdy nie zapomnę tego co się stało, ale to uczyniło mnie to silniejszą. Do póki mam dla kogo żyć, nadal będę walczyć. Nie dla siebie, dla nich. W końcu tylko oni mi pozostali. Racja?
Bo są rzeczy, o które warto walczyć do samego końca. Na mojej twarzy znów zagościł ten lekki uśmieszek. Rin milczał. Najwidoczniej nad czymś myślał. Yukio wyglądał na zaskoczonego. Sebastian jak i Dawid nieoczekiwali takiego wyznania nawet za tysiąc lat. Było to widać po ich zdumionych minach. W końcu się jednak uśmiechnęli. Kolejno wyszliśmy z tego okropnego miejsca. Ja pierwsza reszta za mną. Nikt nie odważył się odezwać. I w takiej ciszy, przerywanej jedynie odgłosami kroków, dotarliśmy do naszego akademika. W dzień wyglądał gorzej niż w nocy. Prawie jak rudera. Nie przeszkadzało mi to jednak. Zmarszczyłam nos i weszłam do środka. Od razu ruszam do swojego pokoju. Na drzwiach miałam przyczepioną kartkę z planem zajęć. Przyjrzałam się mu dokładnie i odłożyłam na biurko z kpiącą miną. Po ogarnięciu i przebraniu się, zobaczyłam Na łóżku zobaczyłam... mundurek. Matko jak ja nienawidzę spódniczek! Jeszcze różowych! Wydałam z siebie błagalny jęk. Nie zmuszą mnie bym to założyła! Aż tak potulna nie będę! Wyszłam trzaskając drzwiami. Ruszyłam na dół.  Akurat jedli obiad. Spojrzałam na profesora przyszpilając go spojrzeniem. Znieruchomiał, a po chwili wolno odwrócił głowę w moją stronę.
- Widziałam plan lekcji. Ale tego mundurka nie zdzierżę. Nie nałożę tej cholernej różowej spódniczki! Za krótka, nie cierpię różowego i w ogóle nie noszę takich rzeczy.
Złapałam z zamachem za swoją tacę i usiadłam na pierwszym lepszym miejscu z zaciętą miną. Przez chwilę przyglądałam się na danie. Spojrzałam na talerze innych i dopiero z wahaniem zaczęłam jeść.
- Ale ty wiesz, że nie masz wyjścia...
Wzruszyłam ramionami.
- Pójdę do dyrcia i przekonam go odpowiednimi argumentami.
Ja mu mogę nawet rozprawkę, referat napisać by tylko, pozwolił mi nie iść w spódnicy. Byłam przyzwyczajona do spodni i butów do kostek. To co mi serwują to najgorsza kara z możliwych.
- Wątpię, że uda ci się go przekonać. - stwierdził Yukio.  - Szczególnie, że jutro już szkoła.
Skrzywiłam się.
- To chociaż inny kolor. Ciemnogranatowy lub czarny.
Młodszy chłopak pokręcił głową w przeczeniu. Nie wierzył w powodzenie tej misji. Humor mi się popsuł. Zmarkotniałam.
 Po obiedzie mimo wszystko wybrałam się do tego cholernego demona. Musiałam przynajmniej spróbować. W końcu uzyskałam pozwolenie na wejścia do tego obrzydliwie słodkiego gabinetu. Zajechało mocnymi, słodkimi (a jakże) i duszącymi perfumami. Zakaszlałam. Stanęłam w końcu przed nim. Patrzył ma nie z pod tego lukrowego kapelusza.
 - Dyrektorze, jest sprawa. Widziałam mundurek...
- Bardzo ładny, nieprawdaż?
Aha, wiadomo kto projektował. Nie mogę jemu powiedzieć że nie jest w moim guście. To nie jest koncert życzeń.
- Jest tylko jeden problem. Mianowicie mój ogon nie pozwala mi na noszenie spódniczek.
Złożyłam ręce na krzyż. Mephisto uśmiechał się w ten swój irytujący sposób. Miałam ochotę podejść i zetrzeć mu go z twarzy.
- Nie sądzę żeby był jakimś wielkim problemem, poradzisz sobie.
No ej! Otworzyłam szeroko oczy.
- Poradzę sobie? Jeśli to zobaczą nie tylko ja będę miała problemy.
Starałam się być opanowana i zwodniczo spokojna.
- Nic z tego. Nauczyciele o was wiedzą i będą mieli na was oko. Wyglądacie zupełnie jak ludzie. Macie wysuwane kły, a i uszy zmieniają się lekko dopiero gdy tego zapragniecie. Jedyne co widać to ogon, który można schować pod bluzką.
Westchnęłam męczeńsko.
- Czyli nic nie wskóram?
Fioletowo-włosy pokręcił przecząco głową. Ludzie, czemu wy mnie wszyscy dobijacie? Czy to nowa atrakcja APK? Za co ja się pytam? Za co? Pożegnałam się i poszłam się przejść. Nie będę siedziała przecież wiecznie w akademiku. Chociaż mogłabym z dobrą książką, na łóżku, oddać się realiom innego świata i zapomnieć o świecie obecnym. Albo też... Wyciągnęłam z kieszeni kochanych rurek słuchawki, a z drugiej telefon. Włączyłam muzykę. Och od razu lepiej. Nerwy zostają pochłonięte przez wykonawcę i jego utwór. "Muzyka ma w sobie magię, która uspokaja dzikie bestie" - a i owszem. Szczególnie tą co ja mam w sobie. Drapieżną i dziką, może się stać moją bronią lub najgorszym wrogiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz